Filmowa ŁódźFilmowe plenery

Włókiennicza

Dziś o ulicy, o której głośno zrobiło się w mediach, gdy jej mieszkańcy – obrażeni na Bogusława Lindę za „miasto meneli” – przeszkadzali w realizacji Powidoków Andrzeja Wajdy.

Przypomnijmy, kiedy padała komenda „kamera, akcja”, dobiegająca zza okien muzyka disco polo stawała się głośniejsza i utrudniała, a wręcz uniemożliwiała, rejestrowanie kolejnych ujęć. Zaś indagowany przez TVN24 pan Mietek poinformował wręcz, że aktor nie ma czego szukać na Włókienniczej, bo „młodzież się już na niego nastawiła”. W końcu jednak zdjęcia do opowieści o Władysławie Strzemińskim udało się ukończyć zgodnie z planem, a powtórka sceny z Krolla (1991) nie była potrzebna. Przypomnijmy, że w filmie Władysława Pasikowskiego zanim kapral Wiaderny (Cezary Pazura) poinstruował kumpli spod bramy, że jak wróci, puszka na śmieci ma być „zagaszona”, ci mieli ochotę zmierzyć się z granym właśnie przez Lindę porucznikiem Arkiem. Powstrzymał ich dopiero widok broni, którą oficer miał pod marynarką. Życie to nie film – szczęśliwie obeszło się bez przemocy. I możemy oczekiwać, że w przyszłym roku łodzianie zobaczą nowy film Andrzeja Wajdy jako pierwsi. Tak przynajmniej zapowiedział reżyser w czasie spotkania z publicznością w Muzeum Kinematografii.

Cała ta historia z utrudnianiem realizacji Powidoków jest o tyle niesłychana, że wcześniej żadna ekipa nie miała w Łodzi kłopotów. Wręcz przeciwnie, producenci postrzegają Łódź jako miasto wyjątkowo życzliwe filmowcom. Także cieszącą się nienajlepszą sławą Włókienniczą, która jest plenerem wybieranym nader chętnie. Można, bowiem na niej bez wybitnie pracochłonnej scenografii zainscenizować chociażby II wojnę światową. Przykłady? W 2011 roku Agnieszka Holland w podwórku między Włókienniczą a Jaracza postawiła szubienice i zaaranżowała dramatyczną scenę egzekucji przeprowadzonej przez Niemców w okupowanym przez nich Lwowie (W ciemności). Z kolei latem 2013 roku Jan Komasa zamienił ulicę w potwornie zniszczoną Warszawę czasów Powstania Warszawskiego (Miasto 44).

Również w przypadku fabuły, której akcja toczy się współcześnie, reżyser nie zerwał z utrwalonym wizerunkiem Włókienniczej. Mateusz (Krzysztof Ciupa) – bohater Zerwanego Jacka Filipiaka (2003) jest właśnie dzieciakiem z takiej ulicy – wychowanym bez rodziców, opuszczonym i samotnym, otoczonym przez świat pełen przemocy, brutalności i okrucieństwa. Ma jednak marzenia, do których na przekór wszystkiemu dąży.

Tak jak dążyli kochankowie z ulicy Kamiennej, jak do 1957 roku nazywała się Włókiennicza. Dnia pewnego biorą pochodnie, w pochód ruszają, brzydcy i głodni. „Chcemy Romea – wrzeszczą dziewczyny – my na Kamienną już nie wrócimy”. „My chcemy Julii – drą się chłopaki – dajcie nam Julię zbiry, łajdaki”. Idą i szumią, idą i krzyczą, amor szmaciany płynie ulicą… – pisała Agnieszka Osiecka (w latach 1957-61 studiująca w Szkole Filmowej), by za chwilę skonstatować: Potem znów cicho, potem znów ciemno, potem wracają znów na Kamienną.

Ten piękny utwór doczekał się upamiętnienia w postaci umiejscowionej na Włókienniczej 2, tuż przy ulicy Wschodniej, fontanny. Płaskorzeźba Wojciecha Gryniewicza przedstawia zakochanych trzymających nad sobą ortalionowy płaszcz, jest też wyryty fragment tekstu piosenki.

Jakub Wiewiórski

SPI-7904-

Wcześniejszy

Witold Sobociński - zwiedzanie z kuratorami

Następny

Kobiety triumfują